Zamglony wschód słońca

Dla moich Kalesonków


Zamglony wschód słońca widziałam raz w życiu. Jechałam wtedy do swojej rodziny, która mieszka na drugim końcu Polski, dlatego wyjechaliśmy wcześniej i mogłam podziewać poranne niebo.
Było to kilka miesięcy po założenia bloga, Muffled Sunrise, którego nazwa oznacza właśnie zamglony wschód słońca. Choć nie do końca. Raczej stłumiony, bezdźwięczny, cichy.
Nie pamiętam czy kiedykolwiek tłumaczyłam Wam nazwę bloga, ale zamierzam to zrobić właśnie teraz. Kocham niebo już od dłuższego czasu i w miarę możliwości fotografuję. Lubię te symbolikę. Myślę, że każdy z nas jest takim słońcem, które codziennie inaczej wschodzi i zachodzi, w innych barwach czy okolicznościach. Czasami schowane za chmurą, niezauważone, innym razem przyciągające wzrok. I działa to też w drugą stronę. Bywa, że nie widzimy wszystkiego, czasami tylko zamglone obrazy, które dopełniamy naszymi wyobrażeniami.
Przez większość życia czuję się jak słońce za mgłą, trochę jakbym nie potrafiła żyć teraźniejszością, prawdą, rzeczywistością, tym co tu i teraz, tym co można dotknąć, spróbować, poczuć. Wolę to co dzieje się w mojej głowie. Ubarwione, lepsze. Wiem, to bardzo niezdrowe.
Wiem też, że nie tylko ja tak mam, a zderzenie z rzeczywistością bywa bardzo bolesne. Często, gdy nie wiemy co się zdarzy, lubimy wymyślać przeróżne scenariusze, opcje, alternatywne zakończenia, ale najczęściej sprawdza się ta najprostsza z opcji, zbyt zwyczajna, aby mogła być prawdziwa.
Ciągle w życiu podejmujemy jakieś decyzje. I mają one równe skutki. Trudno je jednak od razu ocenić, musi minąć trochę czasu. Wtedy będziemy mogli na nie spojrzeć z dystansu. Wtedy mamy prawo oceniać sytuacje i siebie. Dopiero wtedy żałować. Choć tak naprawdę wszyscy popełniamy błędy i to ciągle, przez cały czas. Nie da się robić wszystkiego idealnie. Zawsze są jakieś minusy i przykre konsekwencje. Wszystko da się naprawić, w pewnej mierze. Zawsze pragniemy, aby było po staremu, tak dobrze jak kiedyś. To kompletnie bez sensu. "Kiedyś" też miało wady i niedociągnięcia, których teraz nie chcemy dostrzegać. Jak to zawsze mówi mój wujek "Najlepiej jest tam, gdzie nas nie ma" i zupełnie się z nim zgadzam.
Jeszcze jedno. Nie można zacząć w życiu czegoś nowego, gdy wciąż wracamy do tego co minęło. To jak błędne koło. Nie da się zmienić przeszłości czy cofnąć czasu. Trzeba żyć tym co teraz. Podobno. Nie wiem jak to jest, ponieważ sama tego nie potrafię. Szczerze mówiąc, nie wiem o czym jest ten post. Chciałabym żeby dodał Wam otuchy, gdy wali się świat. Ponieważ tak naprawdę się nie wali. To raczej przebudowanie, remont czy coś takiego. Każdy dzień to coś nowego, każdy dzień może coś odmienić. Pojawią się kolejne powody do szczęścia i następne porażki. Nowe miejsca, ludzie, doświadczenia, filmy, książki, piosenki. I zupełnie nowe problemy. Ale nie bój się, co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć. Wstań, aby być gotowym na kolejne niespodzianki od życia.

Tak w ogóle to nie jest ta zmiana, o której ostatnio Wam wspominałam. Raczej taki przerywnik, a wielkie rzeczy jeszcze przed nami. Życzę Wam miłego tygodnia!

Komentarze

Prześlij komentarz

♥ Jeżeli zauważyłeś/aś jakiś błąd - pisz od razu!
♥ Jeśli masz jakieś pytanie - śmiało pytaj!
♥ Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, są ona dla mnie niezwykłą motywacją do dalszego pisania.

Popularne posty z tego bloga

Nie lubię czytać książek

PREMIEROWO: Jojo Moyes "Zanim się pojawiłeś" - książka a film, czyli wielka recenzja