Humaniści nie umieją matematyki


Czym się różni balkon od humanisty? Balkon utrzyma rodzinę. Znasz ten żart? Ja, tak. Słyszę go za każdym razem, gdy mówię do jakiej klasy chodzę. Dzisiaj opowiem Wam trochę faktów i mitów na temat profili w liceum.

Myślę, że najważniejszą kwestią w tym temacie jest określenie czym są zdolności a czym zainteresowania. Otóż każdy z nas rodzi się z jakimiś talentami, umiejętnościami, predyspozycjami do robienia czegoś. Dzięki temu szybciej uczymy się danej dziedziny, podczas gdy innym zajmuje to więcej czasu. Kiedyś ktoś mi powiedział, że możemy być kim tylko chcemy, bo wszystkiego da się nauczyć. To prawda. Jeśli ktoś naprawdę chce i ma wystarczająco motywacji, może osiągnąć co zechcę. W ten sposób przechodzimy do zagadnienia dotyczącego zainteresowań. Oto kilka przykładów:
Jestem humanistką i lubię biologię. Naprawdę. Nie mówię oczywiście o skomplikowanych zagadnieniach rodem z doktoratu, ale na przykład mój podręcznik od tego przedmiotu rozumiem bez problemu. To dla mnie interesujące jak działa ludzkie ciało i ogólnie cała przyroda. Mój wujek jest inżynierem, a jego pasją jest poezja. Koleżanka z klasy miała ponad 90% z matematyki na egzaminie gimnazjalnym. Wybrała klasę humanistyczną całkowicie świadomie i jest zadowolona, ponieważ spełnia się w ten sposób. 
W tym cały sens, zainteresowania wybieramy sobie sami. 

1. Humaniści nie umieją matematyki

To nieprawne stwierdzenie wrzucające wszystkich do jednego worka. Są umysły ścisłe, które w środku czują się humanistami i zapewniam, że "umieją matematykę". Istnieją też całkowite humaniści, którzy jeśli mają dobrego nauczyciela i trochę samozaparcia, mogą mieć 5 z matematyki. Występują też ścisłowcy i humany, którzy bez względu na to czy mają predyspozycje czy też nie, nie przejmują się zbytnio matematyką.
Różnie się zdarza, bo każdy jest inny i robi, co lubi.

2. Idziesz na humana, bo nie lubisz matematyki.

Utarł się taki stereotyp, że do klas humanistycznych idą osoby, które po prostu nie przepadają za matematyką. Być może jest to rażące, ale w większości przypadków to się sprawdza (!). Sądzę, że jednak humaniści są tutaj traktowani nierówno i z góry. Wiadomo, inne profile brzmią bardziej poważnie, ale tak naprawdę, gdy pytam ludzi czemu wybrali mat-fiz to słyszę, że nie lubią historii. Albo dlaczego bio-chem - nie idzie im ani z matematyką, ani polskim.
Jasno z tego wynika, że nie tylko w klasie humanistycznej ludzie znajdują się w wyniku przypadku, ale więcej o tym w następnym punkcie.

3. Nie wiesz co chcesz robić w przyszłości, więc idziesz do humana, bo tam najprościej.

Odnosząc się do poprzedniego stwierdzenia, klasy humanistyczne są dyskryminowane jako zbiorowisko ludzi bez konkretnych ambicji, bez planów na przyszłość, bez niczego. I jest to najprawdziwsza prawda! Ale powiem więcej. Bez względu na klasę, licea są pełne młodzieży bez pomysłu na siebie. Tyczy się to także techników, szkół zawodowych czy uniwersytetów. Powiedzmy sobie szczerze - ilu ludzi robi w życiu to co sobie zaplanowało od podstawówki? Większość z nas wybiera edukacje na ślepo, stawia na mniejsze zło, liczy na szczęście czy los, a na końcu wszystko i tak jest kwestią przypadku.
W klasie humanistycznej nie jest najprościej. Nigdzie, tak naprawdę, nie jest prosto.

4. Po humanie tylko do Maca.

Prawie rok temu na blogu przyjaciółki opublikowałam gościnny post, który idealnie opisuje nasz ostatni, czwarty punkt. Jak to jest z tymi humanistami? Czy naprawdę możemy liczyć tylko na pracę w McDonaldzie?

Możemy z tym walczyć, śmiało. Ale to z góry przegrana walka. Nic nie zrobimy, tacy się urodziliśmy. Od razu na przegranej pozycji. Nie jest nam dane opracowywanie nowych technologii, szukanie szczepionek czy liczenie niestworzonych równań. Zła wiadomość jest taka, że jesteśmy humanami. Studia bez pracy, przymieranie głodem czy praca w Macu już na nas czeka. To jak?
W wielkim skrócie: choć jesteśmy bardzo różni, świat dzieli się na humanistów i umysły ścisłe. Zapewne większość z nas wie czym charakteryzują się te dwie grupy. Dla mnie jest to oczywiste. Umysły ścisłe mają po prostu lepiej. Logicznie myślą, radzą sobie z matematyką, fizyka, chemią, gramatyką i łatwo zapamiętują daty na historii. Zazwyczaj są praktyczni, zorganizowani, pracowici, wiedzą czego chcą i potrafią to osiągnąć. Są wytrwalsi w dążeniu do celu, nie muszą się nad wszystkim zastanawiać milion razy, nie myślą "co by było gdyby", bo dla nich wszystko jest proste i logiczne. Radzą sobie z technologią i ogólnie wszystko szybko "łapią". Do tego studia techniczne, medyczne czy przyrodnicze dają im pewne zatrudnienie i wysoką pensję, za którą będą mogli podróżować, kupować wymarzony sprzęt, ubrania, dom, samochód i wiele innych.
Jesteś humanistą? Już możesz zacząć płakać. Ja też płakałam.
Po co nam te wszystkie mądre książki, chodzenie co kina, rozmyślanie nad sensem życia, poznawanie historii, pisanie...
Prawników, psychologów, bibliotekarzy przesyt. Języki obce są wymagane w każdej pracy. Nauczyciel? Jest ich już więcej niż szkół. Archeologia, kulturoznawstwo, filozofia? Fabryka bezrobotnych. A dziennikarzem zostaniemy tylko po znajomości, a gdy nam się poszczęści napiszemy coś czasem o budowie nowego mostu. Reżyseria, aktorstwo - tylko dla wybranych.
Kto dzisiaj czyta książki? Kto chodzi do biblioteki? Kto kupuję gazety? Kto nie ściąga filmów z internetu, zamiast iść do kina? Kto nie zna angielskiego? 
Dobiję nas jeszcze. Kiedy umysł ścisły ma humanistyczne talenty/hobby i nas wygryza z naszej działki. Ale nic mu nie zrobimy. Takie życie.
Wszyscy jesteśmy różni, mamy różne marzenia, potrzeby, ale nie jest tajemnicą, że każdy pragnie godnego życia. Dach nad głową, jedzenie, ubrania, przedmioty codziennego użytku, przyjemności. Do tego wszystkiego potrzebne są pieniądze.
Wtedy pojawia się dylemat świata - iść za pasją czy za pensją. Nudne studia czy nieciekawe stanowiska stają się atrakcyjne, gdy spojrzymy na nie z perspektywy ekonomicznej. Beznadziejna praca, ale pieniądze na pasję. Czy wszystko jest jednak takie proste?
Spróbujmy pięć lat wytrzymać na studiach, których nienawidzimy. To jakby wziąć najgorszy przedmiot w szkole i nagle mamy go kilka godzin, codziennie, przez pięć lat. A potem kończymy, znajdujemy pracę i prześladuję on nas do emerytury. To optymistyczna wersja. Załóżmy, że obroniliśmy pracę magisterską, a pracy brak. Skończyło się zapotrzebowanie, gdy byliśmy jeszcze w trakcie zdawania egzaminów. Oczywiście, umysły ścisłe dałyby sobie radę, to chyba jacyś ludzie ze stali. My, nie.
Podążanie za tym co lubimy wymaga wiele, wiele, wiele, wiele, wiele, wiele pracy, ogrom pracy, miliony odmówień, załamań, prób, porażek i tak dalej. Na początek nie masz nic, potem prawie nic, a potem może być już coraz lepiej. Może, ale nikt nie gwarantuje. Trzeba zadać sobie pytanie: Czy warto?
Lekarz na początku zarabia mniej niż pani w sklepie spożywczym, największe firmy tego świata przynosiły straty na początku swojej działalności, J.K. Rowling żyła z zasiłku!
Umysł ścisły może sobie pójść na tę jego informatykę. A czy to gwarantuję, że ją ukończy? Że będzie pracował w zawodzie? Ile ludzi pracuję w swoim zawodzie? Ilu ludzi ma teraz życie takie jakie sobie kiedyś mogło zaplanować? Każdy dzień to zagadka, nigdy nie wiemy co się stanie. Choć byś my wymyślali miliony scenariuszy, nie zgadniemy jak będzie wygadało nasze życie za kilka lat. Nic nie jest zagwarantowane. Dlatego też, osobiście polecam, abyśmy zawsze szli za głosem serca, robili to co lubimy, żeby mieć zawsze czyste sumienie. Nie będzie łatwo, mówię od razu, ale lepszy filozof z powołaniem i pomysłem na siebie niż lekarz, który został lekarzem, ponieważ rodzice mu kazali. To nasze życie. 
I jeszcze jedno. Nie startujemy z równych pozycji, wiadomo, że są znajomości czy pieniądze, ale czy to jest powód, żeby rezygnować? Powinno być motywacją. To, że ktoś ma "łatwiej" nie oznacza, że z tego skorzysta. Może rzuci wszystko, poleci na Bahamy i zostanie malarzem? Bądź sobą. 
I jeszcze, jeszcze jedno. Dorosłe życie to nie szkoła. Nikt nas nie ocenia, nie musimy zaliczać poszczególnych przedmiotów, uzyskiwać określonej średniej. Tu nie ma piętnastu przedmiotów i nic poza tym się nie liczy. Na świcie istnieją miliony umiejętność, zawodów, profesji i jakaś tam jest stworzona dla nas. Żadna praca nie jest prosta, łatwa i przyjemna, może być, ale trzeba na to zapracować. Wystarczy tylko chcieć.

Dobra wiadomość jest taka, że jest niedziela, ale to nie koniec weekendu. Czy to wspaniałe? A teraz idźcie porobić coś co sprawia Wam wiele przyjemności, bo być może kiedyś to stanie się czymś naprawdę wielkim i wspaniałym.

Komentarze

  1. Kocham bycie humanistą.Dziękuję.
    Pozdrawiam
    EP.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam w klasie humanistycznej dziewczynę, która chce być lekarzem.
    I nieraz słyszałam, jak mówi "co ja tu robię". No ale jest.
    To też głupie, że profile w szkołach mają mówić, kim zostaniemy. Jesteś na humanie? Pewnie dziennikarz. Jesteś na mat-fizie? Ekonomista, czy coś w tym stylu. Bio-chem? LEKARZ.
    I tak w kółko, i kółko.
    Idziesz na poszczególny profil, bo lubisz coś robić. Możesz lubić polski i iść na humana, ale chcesz być weterynarzem. Więc bierzesz fakultety z biologii, chemii i zdajesz z tych przedmiotów maturę. Nic trudnego.
    To nie szkoła, nie profil decyduje o tym, kim zostaniemy w przyszłości. To nasz zapał, starania, to, co mamy w środku decyduje. To, co sprawia, że czujemy się dobrze w tym, czym jesteśmy.
    Jestem na humanie, ale bardziej od języka polskiego i gramatyki wolę angielski. A z drugiej strony kocham poezję i teatr. Trudne to życie, kiedy masz zbyt wiele możliwości i boisz się, że trafisz na tę złą.
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem humanistką na mat-gerze, która uwielbia pisać, czytać i uczyć się geografii, a matmę ogarnia. To, że ktoś nie lubi matematyki, nie robi z niego humanisty. To coś więcej. Zainteresowanie kulturą, sztuką, bycie "ludzkim".
    w mojej klasie 3/4 ludzi nie wie, co z sobą zrobić po maturze.
    Pozdrawiam
    Tutti
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

♥ Jeżeli zauważyłeś/aś jakiś błąd - pisz od razu!
♥ Jeśli masz jakieś pytanie - śmiało pytaj!
♥ Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, są ona dla mnie niezwykłą motywacją do dalszego pisania.

Popularne posty z tego bloga

Nie lubię czytać książek

PREMIEROWO: Jojo Moyes "Zanim się pojawiłeś" - książka a film, czyli wielka recenzja