Szkoła - co daje, a co zabiera?


Nie przepadam za szkołą. Jednak, gdyby się na tym głębiej zastanowić i ona ma swoje zalety.
Największe jest, bez porównywalnie, poszerzenie naszej wiedzy z zakresu różnych dziedzin, tych mniej i bardziej dla nas ciekawych. Podstawowe umiejętności i fakty dotyczących naszej historii, budowy anatomicznej czy geografii bez sprzecznie trzeba znać. 
Szkoła stanowi w pewnym stopniu motywacje, żeby wstać, przygotować się, uczyć się i otrzymywać pozytywne oceny. Dzięki temu, wyrabiamy sobie jakąś systematyczność. Przynajmniej większość z nas - moja organizacja czasu wciąż leży i kwiczy. A kończę gimnazjum. 
Następną sprawą są ludzie. Wielkim plusem jest to, że tutaj nie obowiązuje "nie mogę". "Nie mogę", bo mam karę, rodzina przyjechała, muszę się uczyć, idę do kina, wyjeżdżam czy coś innego. Chcąc, nie chcąc i tak zobaczymy się ze znajomymi. Z tymi, których lubimy, jak również z resztą. Wiążę się to bezpośrednio z nauką życia w społeczeństwie, a szkoła przygotowuje też do dorosłości - bezsensowne zadania, wiele pracy, stres, irytujący ludzie - nic z tych rzeczy nie zniknie po zakończeniu edukacji. Warto wspomnieć też o rozwijaniu pasji...choć jest to dość dyskusyjne. 
Jeśli się zastanawiacie skąd biorę te wszystkie przykłady, mówię otwarcie, miałam takie zadanie na pierwszej lekcji wiedzy o społeczeństwie. Według mojego zeszytu przyszła pora na "rozwijanie kreatywności i wyznaczanie celów w życiu." Już wtedy wydawało mi się to mocno naciągane, a teraz jest to dla mnie znak, że czas zacząć mówić o wadach.
Nie podważam tego, że szkoła nie jest ważna. Powinno się ją skończyć (choć oczywiście nie trzeba), ponieważ jakąś wiedzę o tym co się wokół dzieje, warto posiadać.
Ale...
Kto czytał ten post, poznał już wiele z moich zastrzeżeń dotyczących sposobów edukacji.
Ilu jest prawdziwych nauczycieli? W mojej, jak dotąd prawie dziewięcioletniej nauce spotkałam może z pięciu. Co z resztą? O niektórych książki można by pisać, o tym jak nadużywają swojej władzy, jak traktują ulgowo uczniów z dobrymi ocenami i jak prześladują tych słabszych, jak niesprawiedliwie wstawiają oceny, jak zadają pracę domową na kilka godzin, jak robią kartkówki z następnego działu, jak krytykują ostrymi słowami na forum całej klasy i wiele, wiele innych. Czy naprawdę oni myślą, że to bez znaczenia? Że to nas motywuje? No może na początku, tych silniejszych. A reszta? Nie jesteście świadomi jak bardzo krzywdzicie od najmłodszych lat i to często bezpodstawnie, ot tak, bo zły humor. Jak o wiele milej by się chodziło do szkoły, gdyby nauczyciel naprawdę lubił swoją pracę. W pewnym sensie rozumiem też, że nie jest to łatwa profesja, ale sami ją sobie wybraliście. Wyjeźdźcie na wakacje, odetchnijcie i zastanówcie się nad swoim życiem, bo nie tylko robicie krzywdę swoim uczniom, ale przede wszystkim sobie.
Oceny nie obrazują naszej wiedzy. Piątka z geografii jest? Jest. Wymienisz największe rzeki Azji? Nie. Wiele nasłuchałam się historii jak to chodziło się do szkoły z ludźmi, którzy wiedzieli wszystko, znali podręczniki na pamięć, a w dzienniku mieli od góry do dołu piątki...I co? Dziś nie za dobrze im się wiedzie. Choć oczywiście tu nie ma zasady, jeśli ktoś ma na siebie pomysł np. chcę być lekarzem, ma dobre oceny, dużo się uczy, zdaję dobrze maturę i dostaję się na studia - to chwała mu za to. Zazdrościć tylko umiejętności i wytrwałości. A jak ktoś kuje by kuć, piąteczki zbierać i nic poza tym, żadnych pasji, inicjatyw to możemy się spodziewać słabego rezultatu. O ludziach, którzy nie kończyli wielkich uniwersytetów, a są kimś już pisałam, więc powtarzać się nie będę. Dużo też zależy od uśmiechu losu, na który już wpływu nie mamy.
O ciemnej stronie ludzi wspominałam już od pierwszego posta. Ktoś ustalił jakąś ramkę i spróbuj się nie dopasować. Głownie z zazdrości, z chęci wyżycia i nie wiem czego jeszcze, jedni obgadują drugich. Fałszywość, nieszczerość, hejty, złośliwe uwagi to tylko czubek góry lodowej. I możemy być alfą i omegą, ale jeśli zechcą to i tak coś znajdą, aby zniszczyć nasze życie. Niby nic, a potem się to ciągnie w dorosłym życiu.
Co jest najgorsze w szkole? Stres, ciągła presja, brak wolnego czasu, brak sił, ciągłe zmęczenie, ciągłe odbieranie wiary w siebie. Nie masz dobrych ocen? Nic nie osiągniesz. Nie wyglądasz jak wszyscy? Będziesz sam. Szkoła nie toleruje indywidualności, nie podchodzi do każdego inaczej. Możesz być najlepszy, albo możesz być całą resztą. Zabiera motywacje do czegokolwiek, do wstania, realizowania pasji, do bycia innym, do wyrażania swojej opinii. Musisz być taki sam. Musisz pisać tak jak w kluczu. Myśleć jak w kluczu. Żyć jak w kluczu. Najważniejsza jest nauka. Wracasz, obrabiasz lekcje, uczysz się i padasz na twarz. W weekend ledwo odeśpisz, a już trzeba się przygotowywać na poniedziałek i tak w kółko. Wakacje? Mnóstwo czasu na lektury i naukę do egzaminów. Rozwijamy pomysłowość uczniów, poszerzajmy ich horyzonty, zadajmy im więcej projektów! Na pewno znajdą na to chwilkę. Nie chodzisz na kółka zainteresowań w szkole? Nie robisz nic dla klasy i szkoły? Nie wygrywasz konkursów? Nawet nie licz na dobre zachowanie! Organizujcie swój czas to będziecie mogli wszystko. Owszem, na dłuższe spanie albo kąpiel zamiast prysznica.
Obok mojej listy zalet szkoły narysowany jest zegar obrazujący moją dobę. Najwięcej czasu przeznaczam na sen, trochę mniej na szkołę, a resztę na przygotowanie do szkoły. Moich przyjaciół spotykam w szkole albo jak musimy zrobić jakiś projekt. Do kina chodzę z klasą. Sprawdzam Facebooka, żeby zobaczyć czy są zastępstwa. Piszę do ludzi, aby zapytać o zadania domowe. Posty wymyślam pod prysznicem, a gdy poświecę sobie za dużo czasu, lekcje muszę przekładać na ranek, a naukę na przerwy. 
Szkoła prócz czasu często zabiera nam osobowość, marzenia zamienia na jak najwyższe średnie i pochwały od nauczycieli. Na święta zaczynasz prosić o repetytoria i słowniki, a zamiast pytać "Czy jestem szczęśliwy?", pytasz "Co zadane?". Nie pozwólmy być marionetkami, oceniajmy się wobec własnej skali, naznaczajmy inne cele niż tylko edukacja. Wiem, że te wszystkie oceny, testy liczą się do szkół, ale jeśli chcemy coś osiągnąć, osiągniemy to gdziekolwiek chcemy, a nawet najlepsze uniwersytety nie zapewnią nam satysfakcji i spełniania w tym co robimy.
Jak pięknym miejscem byłby szkoła, gdyby uczyła jak być najlepszą wersją siebie i spełniać swoje marzenia.

No to sobie pogadałam. Co to zmieni? Nic nie zmieni. Czy teraz mi lepiej? Zdecydowanie.
Have a nice weekend!

PS To jak długi jest ten post bardzo dobrze pokazuję ile miejsca zajmuję w moim życiu szkoła, to ile o niej myślę i jak bardzo nią żyję. O, ironio.

Komentarze

  1. Szkoła to takie miejsce, gdzie starasz się jak najlepiej, a jednak zawsze znajdzie się coś, co pokaże Ci, jak bardzo jesteś beznadziejny - tak jest w moim przypadku. W moim przypadku, kiedy dostaniesz piątkę ze sprawdzianu z chemii, ludzie zaczynają się na Ciebie patrzeć i bić brawo z niedowierzania, lub wymieniają między sobą spojrzenia.
    Bo zarówno nauczyciele i uczniowie, jak poznają jakąś osobę, to od razu próbują wykreować sobie tę postać na dłuższy czas. Ta dostała trójkę we wrześniu, czyli będzie się uczyć tak całe życie, ten dostał piątkę i już jest pupilkiem nauczycieli.
    Lubiłabym szkołę, jeżeli pokazywałaby mi, że mimo niedobrych ocen jestem dobrym i wytrwałym człowiekiem. Gdyby wf pokazywał mi, że się staram (mimo wszystko) i nie mam na wszystko wywalone. Gdyby na polskim można było od czasu do czasu popisać się umiejętnościami a nie wciąż odpowiadać na pytania "co autor miał na myśli". Gdyby na angielskim można było w pełni pokazać miłość do tego języka, a nie przez trójki ze sprawdzianów bo nie wiedziałam słówek których nie znał nikt.
    Przerażające jest to, że coraz trudniej idzie mi rozdzielenie życia osobistego i szkoły. Wychodzę z domu, ciemno, wracam, ciemno, od razu chce mi się spać i najchętniej bym się zdrzemnęła, a nie czekaj, tona zadań domowych i sprawdzianów.
    Mama kiedyś mi powiedziała, że jeżeli przenieślibyśmy się do Anglii, to w szkole byłabym jedną z najlepszych. Nie chodzi o niższy poziom nauczania który tam panuje, tylko o sposób nauczania. Nikt nie jest tam zastraszany złą oceną, uwagą. Każdy z przyjemnością chodzi do szkoły, bo wie, że spotka przyjaciół i ludzi, którzy nie będą dokuczać sobie nawzajem.
    Kiedy jesteś w jednej z najlepszych klas w szkole i idzie Ci źle, trzeba się wciąż starać, biec biec i nie można się zatrzymać. Ja zatrzymałam się parę razy, a teraz dostaję tylko mocnych zadyszek.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

♥ Jeżeli zauważyłeś/aś jakiś błąd - pisz od razu!
♥ Jeśli masz jakieś pytanie - śmiało pytaj!
♥ Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, są ona dla mnie niezwykłą motywacją do dalszego pisania.

Popularne posty z tego bloga

Nie lubię czytać książek

PREMIEROWO: Jojo Moyes "Zanim się pojawiłeś" - książka a film, czyli wielka recenzja