Choroba filozofów


Ludzie wciąż popadają ze skrajności w skrajność. Z depresji do bólów mięśni twarzy spowodowanych ciągłym uśmiechaniem się.

Don't worry. Everything is going to be amazing. Be happy. Stay positive.
Zasypuję Was tym od początku istnienia bloga, ale w sumie nie mam całkiem racji. 
Jeśli zaczynamy odczuwać presję, że musimy się uśmiechać all the time, to nie jest dobre. Można się załamać przez to, że czujemy się czasami beznadziejnie i nie potrafimy być ciągle, niezłomnie szczęśliwi.
Nadążacie? Rozumiecie ten paradoks?
Szczęście ponad wszystko. Problemy nie są ważne. Są ważne, bo trzeba je rozwiązywać. Są jak marzenia - nie wolno ich odkładać na potem. Potem, jak się uzbierają jest jeszcze gorzej.
Czy czasem tak nie mamy, że gdy jedna rzecz nam się nie uda albo przytrafi się coś złego to nagle przypominamy sobie wszystkie najgorsze chwile naszego życia? Tak, właśnie o to mi chodzi.
Z drugiej strony, myślę, jednak, że te wszystkie motywujące sentencje mają w sobie jakąś prawdę. Często, gdy spadają na nas problemy w ilościach masowych, zaczynamy nimi żyć. Myślimy o nich całe dnia, noce, lata. Szukamy ich genezy, staramy się połączyć wątki, piszemy wręcz w głowie książki historyczne własnych problemów. Zaczyna się od tego, a kończy na tym, że analizujemy dosłownie wszystko. Ludzi, każdą sytuację, historię, miejsce.
Nazwałam to chorobą filozofów. Filozofów od siedmiu boleści, takich jak ja albo być może Wy. Domeną tej przypadłości jest myślenie. Myślenie o życiu, zamiast myślenia podczas życia. To wręcz zamach na nasze życie. Nie znamy wszystkich odpowiedzi, życie toczy się każdego dnia i będzie się toczyć, a czas leci nam na ciągłym przeżywaniu przeszłości. Boimy się błędów i zaskoczenia, ale prawda jest taka, że jeżeli świat zechcę zrobić nam niespodziankę, nie powstrzymamy go.
Wracając do tematu - mądre zdania, co mogą nam dać? Nadzieję.
Kiedy wszystko się wali, pali i pustoszeje - nadzieje, że to minie. Bo minię, jestem tego pewna i sama staram się o tym przekonywać każdego dnia.
Problemy trzeba rozwiązywać i nie jest to łatwe, ale jest nadzieja, że wykonalne.
Co do choroby filozofów - ona niszczy i jest bardzo popularna. Wystarczy przekroczyć limit zdrowego zastanawiania się nad czymś - jak już wspominałam, nie można być zawsze szczęśliwym. Kiedy upadniemy, poleżmy chwilę, pomyślmy, ale tylko chwilę i biegnijmy dalej. Wszystko trzeba wyważyć, choćby tak jak w książkach czy filmach. Najlepsze są te, które są momentami bardzo zabawne, lekkie i przyjemne, ale też zawierają chwile refleksji głównych bohaterów przyzywających jakieś smutne wydarzenia.
Długi ten post, dlatego podsumowując - szczęśliwi będziemy, gdy w końcu rozwiążemy nasze problemy, nikt nie jest idealny i nie może być optymistą cały czas, mimo to zawsze jest nadzieje, a z wszystkiego trzeba wyciągać wnioski, ale nie żyć wciąż przeszłością. I próbować wszystkie rozłożyć na czynniki pierwsze. Nie znam skutecznego sposobu na chorobę filozofów, to tylko profilaktyka, więc mam pytanie:

Macie pomysł na lekarstwo?

PS 1 Polubiłam te wtorki. Będę pisała we wtorki.
PS 2 Polecam przeczytać przynajmniej dwa razy, starałam się ująć wszystko w miarę jasno, ale chyba tak średnio mi wyszło.
PS 3 Nigdy nie miałam okazji, więc chciałabym podziękować serdecznie za wszystkie komentarze. Dają mi one niesamowitą motywacje do dalszego pisania. Dziękuję, dziękuję, dziękuję!

Komentarze

  1. Czytając to wszystko poczułam ulgę, bo tak jakby zwolniłaś mnie z myślenia o tym. Czasami nieźle muszę się napracować, żeby uciec od strachu i właśnie tej choroby, jak to nazwałaś.
    Czasami po prostu dobrze jest działać. Wtedy mamy wrażenie że nie tracimy kontroli. Trzymaj się bez zmartwień! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje notki są trafione w punkt, Kochana. Ty po prostu "wywlekasz na wierzch" moje myśli, których ja "wywlec" zupełnie nie mam siły...
    Ja mam dokładnie tak, jak napisałaś - jedno złe wydarzenie rozpoczyna lawinę i nie płaczę już z tego jednego powodu, ale dlatego, że tak wiele było dawniej złych wydarzeń, a ja je sobie przypominam, nieustannie i od nowa...

    A moja odpowiedź do PS3. - To ja Tobie bardzo dziękuję. Za każdą notkę. Od pierwszej chwili czułam, że znalazłam się na blogu Wyjątkowej Osoby :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W życiu popełniłam masę błędów. I popełniam je dalej.
    I zupełnie tak, jakbyś wyjęła mi to z głowy - przez minione tygodnie czuję się okropnie, bo mam wrażenie, że nic mi nie wychodzi, przez co przychodzą mi do głowy błędy z mojego wcześniejszego życia, które są nie do zniesienia.
    A jeżeli chodzi o motywujące sentencje, to mam wrażenie, że najwięcej piszą je ci, którzy sami nie mogą znaleźć motywacji.
    Taką osobą jestem ja, prowadzę bloga żeby zachęcić ludzi do optymizmu i do życia pełnią sobą.
    Dlaczego ja nie potrafię tak żyć i przejmuję się wszystkim?
    Dziękuję za tego bloga. Dziękuję za wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z postem.W życiu spływają na nas problemy które mamy wrażenie z każdą chwilą się mnożą.Zawsze powtarzam sobie po straszliwej burzy z piorunami zawsze wychodzi słońce.Kiedy się upadnie wstaje się silniejszym.Tym staram się kierować w życiu.Post świetny i pozdrawiam
    E.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasem cięzko jest się uśmiechać gdy coś jest nie tak. Ael w moim przypadku trzeba czasem się uśmiehcnąć bo i uśmiech czasem poprawia troszkę humor. A problemu będą. Ja nawet gdy mam problemy ( a miałam przez ostatnie pół roku dość poważne ) uśmeichałam się aby mój synek nie widział tego jak jest mi ciężko .

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi to chyba nie grozi, jak ktoś wymusza na mnie uśmiech to już zaczynam mu współczuć

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

♥ Jeżeli zauważyłeś/aś jakiś błąd - pisz od razu!
♥ Jeśli masz jakieś pytanie - śmiało pytaj!
♥ Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, są ona dla mnie niezwykłą motywacją do dalszego pisania.

Popularne posty z tego bloga

Nie lubię czytać książek

PREMIEROWO: Jojo Moyes "Zanim się pojawiłeś" - książka a film, czyli wielka recenzja