Hopeless


Tytuł posta to również książka, o której ostatnio wspominałam. Dzisiaj przeczytałam  inną powieść tej samej autorki i zawiodłam się. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej przypominam sobie jak wiele rzeczy przeszkadzało mi w "Hopeless" podczas czytania. Jednak na koniec autorka zagrała na moich uczuciach i zapominając o wszystkim, ogłosiłam Colleen Hoover moją nową mistrzynią, a "Hopeless" arcydziełem. I oto jest pytanie: czy w książkach chodzi tylko o emocje, które wywołują?
W sumie to nie o tym chciałabym napisać. Hopeless. Tak się właśnie teraz czuję. Czy Wy też czasami tak macie, że nie macie na nic siły i zastanawiacie się dlaczego robicie właśnie to co robicie? Nagle rzeczy, które z pozoru zawsze kochaliście, stają się Wam obce i nie poznajecie samych siebie? Czy tylko ja tak mam, że wciąż zastawiam się kim jestem i próbuję znaleźć dla siebie idealną ramkę? I wszystko jest dobrze, dopóki nie znajdę w niej wad. Tak jak teraz. 
To męczące, gdy mam już w sumie tyle lat i nie czuję się swobodnie z samą sobą. Kiedy dopada mnie chandra, mam ochotę zwinąć się w kłębek i czekać na cud. Mimo że podświadomie wiem, że "cud" zależy ode mnie, tak jak całe moje życie. Od tego kiedy zacznę być sobą.
Zawsze lubiłam sobie wymyślać inny świat, inne życie, inną siebie, a książki, filmy, opowieści innych ludzi tylko mnie jeszcze bardziej do tego inspirowały.
Dlatego zaczęłam pisać. Dlatego przerywałam pisać, ponieważ bezsensu było dla mnie tworzyć zwykłe fanfiction własnego życia.
Ten post jest dziwny, inny, ponieważ nigdy bezpośrednio nie pisałam o moich uczuciach. Były to tylko namiastki przemyśleń. Nie chciałam opisywać historii mojego życia, dawałam Wam jedynie lekcje z tego co mnie ono nauczyło.
Chciałabym wierzyć, że Wam pomogłam, albo chociaż Tobie i chciałabym, abyś teraz pomógł mi.
Jest wtorek - nie środa czy niedziela jak zawsze, bo podejrzewam, że jutro mogłabym znowu zmyślić sobie nowe życie i udawać. Na pewno nie starczyło by mi odwagi na opublikowanie tego.
Bardzo możliwe, że prędzej czy później usunę tego posta, bo jest zbyt prywatny, a tego tak bardzo chciałam uniknąć.
Zrobiło się poważnie, a zaczęło się od tego, że zawiodłam się książką, ale być może to dobrze, ponieważ nie pamiętam kiedy ostatnio tak lekko przychodziło mi pisanie. O ile, nie chodzi o to, że nie mam najmniejszej ochoty brać się za swoje obowiązki, więc szukam pretekstu :)
Aż się boję komentarzy. Po co mi była ta szczerość? Mam dla Was w roboczych jeszcze wiele pomysłów na głębokie posty, jeśli jakiś chcecie, dajcie znać.

PS Przeczytajcie "Hopeless", to naprawdę dobra książka (ma 8,5 na Lubimy Czytać!), to tylko ja jak zwykle jestem zbyt krytyczna.

Jedną z rzeczy, za które kocham książki, jest to, że dzieli się w nich ludzkie losy na rozdziały. To niesamowite, ponieważ nie można tego rozbić w prawdziwym życiu. Nie możesz skończyć rozdziału, potem opuścić wydarzenie, którego nie chcesz przeżywać, i otworzyć na rozdziale, który lepiej pasuje do twojego nastroju. Życia nie można podzielić na rozdziały, tylko co najwyżej na minuty. Wydarzenia z twojego życia są zaklęte w kolejnych minutach. Nie ma tu pustych kartek ani końców rozdziałów. Niezależnie od tego, co się dzieje życie toczy się dalej, czy ci się to podoba, czy nie, i nigdy nie możesz pozwolić sobie na to, żeby się zatrzymać i po prostu złapać oddech. To, czego w tej chwili potrzebuję, to właśnie taki koniec rozdziału. Muszę mieć czas na złapanie oddechu. Tylko jak tego dokonać?

Komentarze

  1. Zaczynając również książkowo - złapałam się ostatnio na tym samym: książka, którą niedawno czytałam, może niezbyt wybitna, ale umiejętnie poruszyła te struny mojej duszy, które sprawiły, że oceniłam ją bardzo dobrze. Im dłużej o tym myślałam, tym lepiej dostrzegałam, że była kiepska, a przynajmniej przeciętna... Ale zrozumiałam również, że patrząc w ten sposób, mało która książka by mi się podobała. Może z wiekiem stałam się więc po prostu bardziej wybredna?
    Natomiast zmieniając temat - nie. Nie tylko Ty tak masz :) Jestem w szoku, bo opisałaś ten stan, którego ja nie potrafię opisać. Chciałabym, ale nie umiem. Mam już swoje lata i powinnam jakoś panować nad tym, ale nie wiem, jak...?

    PS. BARDZO lubię Twoje posty. BARDZO :) a Hopeless czeka u mnie w kolejce na swój moment ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie bój się komentarzy. :).Każdy z nas szuka idealnej ramki samego siebie i w końcu każdy nas ją odnajdzie.Napisałaś post,odważyłaś się.Dobrze.Tak samo dobrze mieć swoje zdanie na jakiś temat nie zależnie jakie one jest.Książkę mam w planach przeczytać. Pozdrawiam serdecznie
    E.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też tak mam. Dosłownie - po każdym ciężkim dniu w szkole dosłownie zwijam się w kłębek pod kołdrą i zasypiam. To nie tylko dlatego, że jestem zmęczona. Ja tak uciekam.
    Nawet jeżeli dzień jest super, aż chce się skakać zawsze znajdzie się coś, co mnie dobije. Nawet takie malutkie. Wtedy kiedy ta namiastka dobrych zdarzeń wciąż jest, ta malutka sprawa je przygniata. Wtedy idę spać.
    Potem budzę się, niezdolna do wszelkiego funkcjonowania. Ale nauczyłam się z tym żyć. Z tym stanem, kiedy jest się po przebudzeniu. Ale nie chodzi mi tu jedynie o spanie - czasami mam wrażenie, że nawet kiedy nie śpię w ciągu dnia to mam ten stan. Rozglądam się wokół, nie wiem co się dzieje a w głowie plączą mi się myśli, o których myślałam minionego dnia.
    Mimo, że większość mojego bloga stanowi niezmierna motywacja, aby wierzyć w siebie i w swoje siły, ja nie zawsze tak mam. Boję się, że ktoś kiedyś powie mi w twarz, dlaczego potrafię zmotywować innych ludzi, a siebie w pełni nie potrafię?
    Kolejny raz dziękuję. To wszystko to magia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, każdy szuka dla siebie idealnej ramki, ja wciąż nie wiem, czy odnalazłam swoją.
    Jedyne, co mogę Ci powiedzieć, to przestań wyobrażać sobie inne życie od obecnego. Wiem, że są takie chwile, że chce się żyć, chce się skakać, liczyć baranki na suficie, uśmiechać się szeroko i dotykać gwiazd. I nawet jeżeli czujemy się źle, i tak jak Ty to ujęłaś - chcemy zwinąć się w kłębek, to rozplączmy się z niego i zróbmy coś, co zawsze odkładaliśmy.
    A może te wszystkie ramki jednak nie mają wad, tylko my sami je sobie wyobrażamy? :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

♥ Jeżeli zauważyłeś/aś jakiś błąd - pisz od razu!
♥ Jeśli masz jakieś pytanie - śmiało pytaj!
♥ Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, są ona dla mnie niezwykłą motywacją do dalszego pisania.

Popularne posty z tego bloga

Nie lubię czytać książek

PREMIEROWO: Jojo Moyes "Zanim się pojawiłeś" - książka a film, czyli wielka recenzja